:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  -5°C bezchmurnie

Dosiego Roku 2018 - Zapiski Eroltomana

publicystyka, Dosiego Zapiski Eroltomana - zdjęcie, fotografia

 

W Nowym Roku A.D. 2018 chcę myśleć tylko o dobrych rzeczach. O „dobrej zmianie”, będę mówił tylko dobrze. Same peany cisną mi się w zaciśnięte usta. A niech tam. Nie szkoda herbacianych róż, gdy płonie Krakowskie Przedmieście. Tylko koni żal. Tych z Janowa.


Mieliśmy się dzielić opłatkiem, a nie mechaniczną piłą. I co? Szydło z tego wyszło. Jeszcze dwa lata w zamrażarce z trupem Misiewicza. W krainie absurdu, gdzie na prawo i lewo wybuchają bomby termo baryczne. Można się było rozerwać.  Jak tu się nie cieszyć? Z podstawionego stołka na Krakowskim Przedmieściu dowiaduję się, że już wkrótce poznamy prawdę. To zwiastuje ostatnia roszada. Ci, którzy stali po tej stronie, co kiedyś ZOMO, a teraz stoją za barierkami, po niewłaściwej stronie, są ostatnim dowodem na to, kto jest prawdziwym Polakiem, a kto drugiego sortu? Pośród tych ostatnich upatruję swoje miejsce. Chociaż nie jestem przeciw. A nawet, za! Przyznam. Pogubiły mi się kierunki. Wektory!

Chociaż świetnie się orientuję, who is who? Warchołów poznaję, bo paradują beztrosko wymachując herbacianymi różami. Patrioci idą z gromnicami w ręku. Miny mają nabożne, jakby przed chwilą przyjęli święty sakrament.

Obraz Polski XXI wieku. Sama radość. Zastanawiam się. Co ja wyssałem z piersi mojej Matki Polki? Na pewno dumę. Jaki znak mój? Orzeł Biały. Gdzie mieszkam? Między swemi. W jakim kraju! W polskiej ziemi!

Niejaki Szyszko rżnie las równo. Nie zważając na porzekadło, że niedaleko spadła szyszka od jodły. A w telewizji na wszystkich kanałach Nowy Rok! Tak właśnie przywitałem 2018, Potrwa kilka dni zanim się przyzwyczaję. Boże! Jestem o rok starszy. Ile tego będzie? Żyję wreszcie w wolnym kraju. Można było sobie wymarzyć, że zdechnie komuna. Wreszcie my!
Modłów smoleńskich nie zagłuszą, ani groźby Unii, ani zdrowy rozsądek i odgłosy pracujących pił niosących się z Puszczy Białowieszczańskiej. Skąd mamy najświeższe wiadomości, jak powstają małe deseczki? Po prostu rżnie się duże… Wiem, że femi-nistki nie zrozumieją tego dowcipu. Zgoda. Jest trywialny, ale na czasie, bo i w naszej redakcji zaczynają brzęczeć mechaniczne piły. Jeszcze nieśmiało, wstydliwie, ale już je słyszę. Budzą się ze snu drwale. Latami się im nie wiodło. To odpady niedojdów. Wreszcie zwyciężyli w wirtualnej przestrzeni. I to tylko, dlatego, że Naród (nazywany Suwerenem) przyzwyczajony do rozbiorów Polski przespał wybory. Możecie pokazać mi inny kraj, na świecie, który sam się rozebrał? Jesteśmy w tym dobrzy. Jeszcze raz niech żyją nam!!! Sto gram i wszystko jest nasze.

Tylko, co trzeci Polak głosował w ostatnich wyborach. Syci i zadowoleni, razem z prezydentem Komorowskim, (za przeproszeniem) oddali to, co nazywa się władzą.  Sejm wybrany przez mniejszość jest dziś większością.

Paradoks. I to nie są dwa zegarki marki DOXA. To jest real show. Zwycięzcy ostat-nich wyborów już raz zdobyli redutę. Ordonteż jej bronił. Mamy z tego nazwę stacji kolei dojazdowej. Teraz nie ma zmiłuj się. Teraz my! Dobra zmiana.
Obserwując to, co się dzieje w wiodącej nas partii, otrzymujemy odpowiedź na retoryczne pytanie. Czy lepiej jest, kiedy na czele lwów stawał baran, czy kiedy na czele stada baranów staje lew?

Może nie lew, a lis? Mniejsza o to. Nie będę się bawił w La Fontaina. Brawo Jarosławie Wielki. Tyś się, jako jedyny, ostał. Socjalkomunistów, co obracali się z lewa w prawo, historia wyrzuciła na aut. W dodatku trapią ich do dziś niestrawności po tym, jak pożarli własne partyjne legitymacje. Onegdajszych pożeraczy ośmiorniczek wyrzuciło na rafy. Ostał się im jeno sznur. I tak zostaliśmy z ostatnią zmianą warty. Ale jak to bywa w życiu i w przepisie na dobry amerykański scenariusz filmowy, sprawy nie są takie proste i nie wyglądają jak w szkolnym wypracowaniu. To nie jest „Latarnik”, „Jaś nie doczekał”, czy inna ramota. Oprócz początku, ekspozycji i zakończenia są jeszcze tzw. „punkty zwrotne”. Nie wdając się w skomplikowane problemy warsztatowej dramaturgii w praktyce to wygląda tak, jak w życiorysie byłego prezydenta RP, Bronisława Komorowskiego. To był mój faworyt. Przyznam. Głosowałem, za, chociaż nie do końca, bo nie podobało mi się, że z ambony walił do sarenek z dwururki. Zgolił wąsy. Wydaje się być kumaty. Tylko, że to jest lekko za późno. Jeszcze dwa lata temu mógł mieć o sobie film w dwudziestu czterech aktach z zakończeniem i pointą. Dzisiaj? Wiadomo. Dobrze, że nie posypał sobie głowy popiołem i nie udał się na kolanach do Torunia. Władzy księżej się boję, jak sto czterdzieści. Jestem sumiennym obywatelem kraju. Płacę podatki. Poruszam się jak na dobrze oznakowanej drodze. A tam tylko znaki nakazu, zakazu. Już widzę, jak na skrzyżowaniu dróg stoi katolicka żandarmeria, która ma jedno w głowie. Ile razy pod pierzynką. Jak? I czy była to przemożna chęć prokreacji? Czy tylko lekkomyślna uciecha? To wolno. To nie.

 A to, kochani… są grzechy! Nabroić i się wyspowiadać? Tak! Jak najbardziej. Umartwiać się, żałować doczesności… Boże, gdzie jestem? Mam nadzieję, że kilka zdrowasiek załatwia sprawę. I szlus. Kolegiata w Zamościu i świat mojej Mamy Cecylii. Nic nie sprawiało mi większej troski niż nauczenie się liturgii po łacinie. 

Confiteor Deo omini potentes. Byłem tak tępy, że tylko dzięki przyjaźni księdza kanonika Zawiszy, szefa kolegiaty w Zamościu, mogłem przywdziać na komżę czerwone bolerko, co dawało mi legitymację, żeby dzwonić na podniesienie i nie tylko. Frajdą była dzwonnica. Boże. Nikt nie wie, jak to było jeździć na linach. Dzwony nas same unosiły w Niebo. To było tuż po wojnie. Pierwszym, który wyciągał język po opłatek był wtedy kościelny, kulawy Grzelak. Myśmy przynosili mu tabakę i sznaps. On dawał nam jeździć. Pod niebiosa. W górę i dół.

Nie znałem wtedy słowa koegzystencja. Teraz wiem, że trzeba po prostu przeczekać. Nie dać się szyszkom dużym i małym. Trzeba oddychać tym, czym można. Dokąd prowadzisz nas generalissimusie? To pytanie powraca, jak bumerang z każdą władzą. Przypominam sobie baner wiszący na Pałacu Kultury. Jaruzelski w ciemnych okularach z laską ślepca i ten napis: DOKĄD NAS PROWADZISZ GENERALE? Wtedy, wiadomo jak się to skończyło. Teraz? Jesteśmy pośrodku kniei. Jak mamy z tego wyjść? Komuchy poszły wont i unosi się swąd. To tak dla rymowanki. Tylko koni. Tylko koni (przypominam z Janowa) żal.
Mimo wszystko. Staram się myśleć pozytywnie. Co ja nie robię przed lustrem przy goleniu. Przypominam sobie, jakie piękne powstawały kiedyś kalendarze. Andriolli. Toż to były cud. Stary rok, pod postacią starca, odchodził i pojawiał się dzieciak. Witajmy dzieciaka w naszym piśmie. W styczniu 2018 roku. Jak tu nie być szczęśliwym? 
W DODATKU ZENEK MARTYNIUK MA OCZY ZIELONE. I TAK TRZYMAĆ.

Feridun Erol - reżyser filmowy i telewizyjny, publicysta
Ilustracja - ze zbiorów autora

 

 

 


Dosiego Roku 2018 - Zapiski Eroltomana komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się