„Nie jesteśmy tylko sklepem, jesteśmy sąsiadami” – rozmowa z Rafałem Kowalczykiem, Dyrektorem Regionu Sprzedaży w Kauflandzie, o nowym markecie Parzniewie.
Głos Pruszkowa: Panie Rafale, zacznijmy od tego, co najbardziej odczuli kierowcy, a co niekoniecznie ma kod kreskowy. Mowa o ulicy Opatrzności. Dlaczego sieć handlowa decyduje się na budowę drogi gminnej?
Rafał Kowalczyk: Odpowiedź jest prosta. Wiedzieliśmy, że otwarcie marketu o powierzchni 2000 m² to potężny generator ruchu. Budowa odcinka od ul. Wolności do ul. Działkowej była dla nas naturalnym elementem inwestycji. Nie chcieliśmy, żeby nasza obecność obciążyła lokalną infrastrukturę, wręcz przeciwnie. Dzięki budowie nowej ulicy mieszkańcy zyskali lepsze połączenie z Pruszkowem i pośrednio ze stolicą, a nasi klienci komfortowy dojazd. To fundament bycia dobrym sąsiadem. Najpierw dajesz coś od siebie, potem zapraszasz do środka.
GP: Przez ostatnie tygodnie przed otwarciem światła w markecie paliły się do późna, ale drzwi były zamknięte. Mieszkańcy zastanawiali się: co tam się dzieje, skoro budynek już stoi?
RK: To był nasz najbardziej intensywny czas, taki dwutygodniowy sprint „za zamkniętymi drzwiami”. Gdy tylko budynek został oddany do użytku i otrzymaliśmy stosowne dokumenty, ruszyła wielka operacja logistyczna. Ustawialiśmy regały, konfigurowaliśmy systemy. Dopiero potem zaczęło się wielkie zatowarowanie. To niesamowity widok, gdy pusta hala z godziny na godzinę zaczyna przypominać prawdziwy market, który klienci zobaczyli w dzień otwarcia.
GP: Przy takiej skali pewnie nie brakuje nerwów?
RK: Wyzwań jest mnóstwo. Z jednej strony mamy „papierologię” – pozwolenia, terminy administracyjne, formalności, których nie da się przeskoczyć. Z drugiej logistykę. Wystarczy, że jeden transport z elementami wyposażenia z zagranicy złapie opóźnienie, a cały nasz harmonogram sypie się jak domino. Wszystko musiało zagrać dokładnie w ten styczniowy czwartek o poranku.
GP: Skoro już zaprosiliśmy mieszkańców do środka – kto ich tam wita? Plotka głosi, że kadrowo to niemal w stu procentach „nasi”.
RK: To nie plotka, to fakty. Około 90-95% naszego zespołu to mieszkańcy bezpośredniej okolicy: Pruszkowa, Parzniewa i Brwinowa. Bardzo nam na tym zależało. Rekrutacja trwała miesiącami, spotykaliśmy się z ludźmi niemal co tydzień. W zespole są zarówno osoby z doświadczeniem w handlu, jak i młodzi ludzie, dla których praca w Kauflandzie często stanowi pierwszy krok w pracy zawodowej. Chcieliśmy, żeby kasjerzy czy pracownicy obsługujący ladę tradycyjną byli osobami, które nasi klienci znają z sąsiedztwa. To skraca dystans i buduje zupełnie inną atmosferę zakupów.
GP: Podobno przed premierą pozwoliliście pracownikom na coś nietypowego – zaproszenie rodzin na zaplecze?
RK: Tak, i to było jedno z najbardziej emocjonalnych wydarzeń. Dzień przed oficjalnym otwarciem sklep tętnił życiem, ale nie komercyjnym. Pracownicy pokazywali swoim bliskim, gdzie będą spędzać dzień, jak działa nasza logistyka „od kuchni”. To zbudowało ogromną dumę w zespole. Chcemy, żeby nasi ludzie czuli, że to też ich miejsce, a nie tylko hala z logotypem.
GP: Przejdźmy do konkretów, które lądują w koszykach. Co w Parzniewie schodzi najlepiej? Bo słyszałem, że zapach wędzarni przyciąga uwagę.
RK: To prawda, własna wędzarnia to rzeczywiście wyróżnik. To rzadkość w sklepach tej skali. Klienci od razu to wyczuli, i to dosłownie. Szynka czy polędwica są jeszcze ciepłe, kiedy trafiają na ladę, a ludzie szukają smaku, który pamiętają z dzieciństwa. Słyszymy również bardzo pozytywne komentarze o naszym kurczaku z rożna. Umówmy się, wielu z nas wraca z pracy w Warszawie czy Pruszkowie po prostu zmęczonych. Wtedy świadomość, że pod domem czeka gotowy, gorący i chrupiący obiad dla całej rodziny, jest na wagę złota.
GP: A jak reagujecie na opinie, że sklepów w okolicy jest już sporo? Co Kaufland daje Parzniewowi, czego nie mają inni?
RK: Dajemy przestrzeń i czas. Nasza sala sprzedaży została zaprojektowana tak, żeby nikt nie musiał przepychać się wózkami. Szerokie alejki, nowoczesne kasy i jasny układ sprawiają, że zakupy nie są karą, a wygodnym punktem dnia. Widzimy to w wynikach. Zainteresowanie przerosło nasze oczekiwania, co tylko potwierdza, że lokalna społeczność czekała na tak nowoczesny punkt.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze